Archiwa tagu: mario

[NS] Super Mario Odyssey

Najnowsze wydanie kultowego już Mariana wylądowało w ostatniej odsłonie na Nintendo Switch.

W wielu recenzjach można się spotkać z ocenami 9, 9+ oraz 10/10. Czy warto kupić Pstryka tylko dla tej jednej gry? Czy jest bliska tytułu idealnej platformówki?

Tradycyjnie w grze wcielamy się w wąsatego hydraulika imieniem Mario. Główny cel gry? Bowser porywa księżniczkę Peach (ale z niej Picza!? 🙂 ) i postanawia wziąć z nią ślub. Naszym zadaniem jest ją uratować.

Oczywiście fabuła to tylko pretekst do całej zabawy. Mamy do czynienia tutaj z czystą platformówką najwyższych lotów, którą może zaserwować nam tylko firma Nintendo.

Nasz bohater na początku zabawy zdobywa magiczny kapelusz dzięki czemu może przejmować i kontrolować umysły niektórych przeciwników, a nawet przedmiotów. To zupełna nowość w serii, która jest świeżym spojrzeniem nie tylko na przygodę, ale na elementy logiczno-zręcznościowe.

Do zwiedzenia mamy kilkanaście pięknych półotwartych lokacji. Może nie grzeszą rozmiarami, ale za to każda mapa przedstawia inny biom, różnych przeciwników i zupełnie inne rozwiązania w rozgrywce. Jednym razem przejmujemy kontrolę nad gąsienicą, która może wydłużać swoje ciało i pokonywać przepaście, których hydraulik nie może przeskoczyć. Następnym razem jesteś śmiercionośnym pociskiem armatnim, żeby rozwalić kawałek ściany.

Do każdej mapy dostajemy się naszym balonem, który potrzebuje – jako benzyny – małych księżyców. Po odnalezieniu w danej lokacji od 5 do 20 księżyców (im dalej w las, tym więcej od nas wymagają), możemy przeskoczyć do eksploracji kolnej miejscówki.

Do finałowego starcia potrzebujemy zebrać w sumie ponad 100 księżyców. Po przejściu gry rozsypane po mapach zostają dodatkowe księżyce, które przedłużają zabawę z grą. Jest ich w sumie kilkaset! Podobno żeby zebrać je wszystkie potrzeba spędzić z grą ok 50/60 godzin.

W żadnym momencie gry się nie nudziłem. Zawsze było coś ciekawego do roboty. Zawsze znalazła się lokacja, gdzie musiałem koniecznie się dostać albo znaleźć jakieś wejście.

Czy to gra dla dzieci?

Na pierwszych mapach i kilkuletnie dziecko może się pobawić i poszukać monet. Jednakże im dalej w fabule tym trudniej. Naprawdę. Jako wieloletni gracz miałem problem z niektórymi sekwencjami zręcznościowymi. Walka z ogromnym smokiem w ruinach do łatwych też nie należy. Swoją drogą kto wymyślił taką mapę? W pewnym momencie wygląda to jak urywek Dark Souls, a smok wcale nie wywodzi się z bajkowej krainy. Raczej z czeluści piekieł! 😛

Moja siostrzenica zniechęciła się grą po pierwszym starciu z królikiem bossem. Później już tylko latała bez celu, zbierając monetki. A no właśnie! Za złote monety możemy kupić specjalne marianowe-stroje, które nie wnoszą kompletnie nic. Czysta estetyka.

Dziennik Aktywności pokazuje mi na liczniku ponad 20 godzin zabawy. Za grę zapłaciłem 150zł w stanie bardzo dobrym, lecz używanym. Do gry raczej mnie nie ciągnie. Co miałem zobaczyć to zobaczyłem. Pudełko stoi na półce i… Będzie tak stało. Ewentualnie je sprzedam za taką samą kwotę. Taki plus gier Nintendo, które z ceny nie schodzą 🙂 .

CENA: 150 zł (w stanie używanym, lecz bdb). 20 godzin zabawy.
150 / 20 = 7,50 zł za godzinę zabawy.
Patrząc na moje stare wyliczenia to interes średni. Satysfakcjonuje mnie wynik 5zł / godzinę gry lub mniej.

WERDYKT:
Super Mario Odyssey to na pewno najlepsza platformówka w jaką grałem od lat. Żaden inny tytuł w tym gatunku nie przyciąga tak do ekranu i czasami nie relaksuje. Czasami… Bo ile razy można przechodzić tę cholerną sekwencję w kółko i w kółko? 😛
Na pewno nie jest to tytuł w 100% dla dzieci. Jeśli chciałbyś Drogi Czytelniku kupić Nintendo Switch tylko i wyłącznie dla trójwymiarowego hydraulika to mocno się zastanów. Inaczej będziesz zawiedzony. Ja oczekiwałem czegoś… CZEGOŚ.

Gra na mocne 8+/10. Zabrakło mi w grze TEGO CZEGOŚ co przyciąga do ekranu nawet po przejściu fabuły.

Aha, byłbym zapomniał!
Wydając opinię na temat gry na NS wypadałoby wspomnieć o trybie współpracy.
Mogą tutaj grać dwie osoby na jednym ekranie i to przy pomocy jednej pary kontrolerów joycon, ale tak naprawdę ten tryb jest wrzucony tutaj na siłę.
Jedna postać kontroluje magiczny kapelusz, a druga Mario. Czapka może przejmować kontrolę nad innymi, zbierać monetki i bić przeciwników, a ten drugi może tylko chodzić, skakać i ruszać kamerą. A no tak. Żeby ruszyć kamerą trzeba przytrzymać odpowiedni przycisk i dopiero ruszyć gałką. Nie można się wtedy poruszać. Średnio wygodne rozwiązanie (mówię o trybie współpracy dla 2 graczy).