Archiwa tagu: książki

Książki vs. Gry?!

Zanim napiszę moja odpowiedź, co postanowiłem i jaka jest moja decyzja „co wybierzesz”, chciałbym rzucić światło dzienne na jedną i drugą rozrywkę.

„Książki są nudne.”; „Nie mam czasu na czytanie książek”.

Nie są nudne i tak, masz czas je czytać. Musisz tylko wyrobić w sobie nawyk.

Przeciętna książka ma 300 stron. Czytając nawet 15 Stron dziennie (każdego dnia!) w 20 dni przeczytamy książkę. Niecały miesiąc! Czyli w rok możesz przeczytać ponad 10 książek. To o wiele więcej niż 0!

Ile czasu zajmie Ci czytanie 15 stron? Pół godziny? Godzinę? A ile czasu trwa Twój serial…?

Gram, bo lubię. Gry to czysta rozrywka. Czysta zabawa. Ciężko się z tym nie zgodzić.

Czy rozwijają? Oprócz spostrzegawczości i refleksu? Raczej nieliczne.

Zatem nie warto w ogóle grać?

Warto! Nie rezygnujmy z tego co lubimy. Dlaczego czytając książki mamy odrzucać gry i odwrotnie?

Można czytać godzinę dziennie czy nawet pół i tyle samo poświęcić czasu na granie.

Książki się nudzą. Tak samo filmy, gry..

Trzeba żonglować tymi zajęciami w taki sposób, żeby nie zwariować. Zaczyna coś Cię denerwować lub nudzić? Odstaw to, idź się zająć czymś innym.

Książki i gry to przyjemność. Ma dostarczyć nam rozrywki, relaksu i wypoczynku. Jeśli nas to męczy to po co kontynuować? Wypocznij i wróć… 😉

Reklamy

12.05.19 | Amen!

Dzisiejsza niedziela jest wyjątkowa. Siostrzenica przyjęła Pierwszą Komunię Świętą. Czasami – podczas mszy – wracały do mnie wspomnienia. Wspomnienia z mojej komunii. Taka tam chwila… 🙂

Kolejny weekend mija bardzo szybko.

Chwilowo nie mam parcia ani na granie, ani na czasopisma, ani na książki. Mam zawieszenie ze wszystkim. Może dobrze mi to zrobi…? 😉

Znikam. Nie mam już dzisiaj nic konkretnego do napisania.

Trzymajcie się, udanej niedzieli! 😉

Amulet Czerwonego Księżyca | ROZDZIAŁ 1

                Wschodzące, poranne słońce oświetlało polną drogę niedaleko małego miasteczka. Znajdowało się ono na takim uboczu,  że nawet nie było tabliczki z nazwą miejscowości. Mieszkańcy nazywali je po prostu Polasie. Żyło tutaj tylko kilka tysięcy mieszkańców. Jak na liczebność polskich miast to bardzo mała ilość. Można powiedzieć, że każdy znał tutaj każdego. Przynajmniej z widzenia. Gdzieś, z daleka od centrum i zgiełku jeżdżących samochodów, stało kilka śnieżnobiałych domków. Jeden z nich się dość mocno wyróżniał. Nie było tutaj widać przepychu ani wielkiego basenu w ogródku. Jedyną dekoracją, jaką można było dostrzec, była zrobiona na szybko huśtawka na drzewie. Dwa kawałki grubego jak stal sznura i kawałek niestabilnie kiwającej się deski między nimi.

                Drzwi frontowe domu uchyliły się lekko i wybiegł z nich drobniutki piesek. Zanim szedł niewysoki Pan. Po sposobie chodzenia było widać, że to głowa rodziny. Pewnym krokiem przystanął na werandzie i spojrzał na gazetę, którą niedawno listonosz podrzucił pod drzwi. Robi to każdego dnia roboczego,żeby mieszkańcy byli na bieżąco z wszystkimi sprawami. CODZIENNOŚĆ. Tak nazywał się ogólnopolski magazyn, który każdego dnia dostarczał wszystkich najważniejszych wiadomości z Polski. Dla bardziej zamożnych czytelników wydawnictwo wypuszczało dwa razy grubsze wydania CODZIENNOŚĆ: PREMIUM, które obejmowały dodatkowe newsy ze świata.[…] Pod tytułem widniała zawsze  aktualna data. Tym razem: 17 września 2017 roku.

– Karmelek! Nie uciekaj daleko! – zawołał, bardziej mówiąc do siebie niż do psa. Ten zaszczekał i wesoło pomerdał ogonem znikając w pobliskich krzakach.

                Gdy Pan wrócił do domu w kuchni, przy stole, czekała już jego żona i najmłodszy syn. Dwoje starszych braci już dawno opuściło rodzinne gniazdko. Mieszkają teraz w różnych częściach świata i nie utrzymują z rodziną kontaktów. Rodzynek, który pozostał przy rodzicach to młody mężczyzna średniego wzrostu oraz szczupłej postury. Włosy ścięte bardzo krótko, brązowe oczy. Nie było można nazwać go pod żadnym pozorem brzydkim. Miał swój urok, co skutkowało tym, że musiał się co jakiś czas odpędzać od -upierdliwych jego zdaniem – dziewczyn.
Szybko dokończył jeść swoje płatki z mlekiem, które bardzo uwielbiał, po czym zerwał się z krzesła jak oparzony.

– Muszę lecieć do szkoły, bo się spóźnię. To mój pierwszy dzień z nową klasa. – rzucił a w pośpiechu do mamy, jakby od niechcenia machnął ręką do taty i zniknął za drzwiami frontowymi.

Rodzina Nani mieszka w Polasiu dopiero od tego lata. Tata podjął się pracy w nowym oddziale jego starej firmy, więc Moniek był zmuszony pożegnać się z dawną szkołą i jego znajomymi. W sumie nie było to ciężkie zadanie, ponieważ nie miał ich wielu. Od zawsze był cichym, spokojnym i zamkniętym w sobie chłopakiem, którego nie interesuje to, co się dookoła niego dzieje. Był on i jego świat. Zawsze czuł się jakiś inny. Tym razem miał poznać swoją nową klasę.

                Idąc do szkoły mijał skrzyżowania jeden po drugim.  Rozglądał się do okoła, jakby z nadzieją, że znajdzie coś bardziej interesującego niż zbliżające się zajęcia lekcyjne.

                W tym mieście nie było nic interesującego. Nudziłem się.  Zacząłem patrzeć w niebo i bujać w obłokach. Nagle, gdy rozeszły się chmury, spostrzegłem wielką tarczę księżyca. Dzisiaj będzie pełnia – pomyślałem. Jednak w tej gwieździe było coś tajemniczego.  Wyglądało to tak, jakby cała jej powierzchnia miała przybrać kolor pomarańczowo-czerwony. Po chwili z rozmyślań wybił mnie przystanek autobusowy, który widniał już na horyzoncie. Jednak to nie on skupił na sobie moją   uwagę. Kilka metrów przed przystankiem, pod oknem Cukierni „Żelki u Helki!” stała zakapturzona postać. Kobieta. Przez chwilę widziałem jej zielono-szare oczy, które zdawały mi się, że patrzą w moją stronę. I te długie, kręcone brunatne włosy. […] Odwróciła wzrok i skręciła w głąb ciemnej ulicy za sklepem. Podbiegłem. Chciałem porozmawiać. Byłem kompletnie zaintrygowany jej osobą, a może nawet i odrobinę zauroczony jej urodą? Kobieta zniknęła, jakby rozpłynęła się w powietrzu. Nie było po niej żadnego śladu. W miejscu gdzie stała, został malutki woreczek. Nie mogłem się powstrzymać i zajrzałem do środka. Czerwony kamień przypominający swoim kolorem dzisiejszego dnia Księżyc. Pierwszy raz widziałem coś takiego na oczy. Schowałem zgubę do kieszeni i poleciałem na autobus. Nie mogłem się spóźnić do szkoły!

                Moniek był kompletnie nieświadomy tego, że jest przez kogoś obserwowany. Tutaj zaczyna się jego przygoda…

Nowości i zmiany!

Ostatnimi dniami nachodzą mnie różne refleksje i przemyślenia.

Dlatego też zachodzi zmiana w moim growym świecie. Usuwam wszystkie tytuły online. Wszystkie, których nie mogę ukończyć. Po co w nie grać? Po co się denerwować? Czy coś mi to daje poza wymierną rozrywką? Po meczu w Smite czy fortnite nie ma żadnej korzyści. Jeśli przegramy mecz to nawet nie ma satysfakcji ani radości. Pomijam fakt, że tych gier nie można pauzować, więc udzielić komuś pomocy podczas meczu albo pójść do WC równa się stratami drużyny.

Lepiej przeżyć ciekawą i wciągającą historię w innej grze!

Druga zmiana to nowości na stronie. I tak już jakiś czas temu zauważyłem, że ten blog jest inny. Pisany w innym formacie i nie obdzierający tak mocno z prywatnych spraw.

Wyląduje tutaj – za jakiś czas – nowa kategoria w menu. Będę pisał… Opowiadanie. Podzielone na rozdziały, wrzucane raz na jakiś czas. Fanfiki. O fabule nic więcej nie powiem. Na razie to tylko zarys. 😉

Choćby nie wiem jak źle szło mi te pisanie – i tak będę to kontynuować. Wiecie czemu? Bo mój 999 rozdział będzie na pewno lepiej napisany niż 1 czy 2. Czyli czegoś mnie to nauczy. Warto!

Cóż.. a jeśli i Ciebie zainteresuje Drogi Czytelniku to tym bardziej! 🙂

Kolejna nowością jaką planuje zrobić jest podstrona KARTA GRACZA, gdzie na bieżąco (raz na tydzień) będę aktualizował informację nt. w co i ile gram 😉 .

Komputerowy Ćpun

W końcu dotarła do mnie paczka! Książka Krzysztofa Piersa Komputerowy Ćpun. Autor, młody człowiek, kiedyś pogrążony w nałogu grania (20 lat nałogowo grania) w końcu pokonuje swój zły nawyk. Swoją skazę. Swój nałóg. W tej książce stara się dzielić swoimi spostrzeżeniami, radami, myślami.

Czy jestem taki jak on? Czy jestem komputerowym ćpunem?

Myślę, że nie. Już nie. Jeśli pogram raz na jakiś czas 1-4 godziny to czy mogę się takim nazywać? Grać po 10 godzin już bym nie mógł. Nie chciałbym. Nawet pomijając brak czasu.

Mam nadzieję, że będę w stanie lepiej odpowiedzieć Wam na to pytanie PO lekturze tej książki. Nie zawaham się napisać tutaj moich przemyśleń. 😉

A Wy jak tam? Co teraz czytacie? Byliście kiedyś komputerowymi ćpunami czy dalej nimi jesteście? 😉