Archiwum dnia: 24/09/2019

Weselnie cd…

Hej, Hej jak się macie?

Mam nadzieję, że dobrze 😉 .

Ja jeszcze mam dzień wolnego, więc wypoczywam w najlepsze.

Może odpowiedziałbym coś o Naszym weselu?

Ogólnie jest to bardzo unikalne, bardzo emocjonujące wydarzenie i ciężko to opisać. To wszystko co się dzieje. To całkiem inne odczucia być tam – w rolach głównych – a nie jako gość.

Duże zamieszanie, stres, szczęście, radość, smutek, duma, odpowiedzialność, zakłopotanie. Jeszcze pewnie masa różnych innych emocji.

Dzień zacząłem od kąpieli i kawy i rodziców (razem ze świadkiem). Większość najbliższych kobiet miała ok 11 godziny fryzjera, więc już miały pewne rzeczy na głowie. My – ja, tata, świadek – zabraliśmy się w tym czasie za wieszanie balonów na klatce schodowej i w pokoju. Nie zrobiłem zdjęć, wybaczcie!

Ok. 12:30 wizyta na sali weselnej (musiałem podrzucić coś do Pokoju Nowożeńców), a o 13:00 odbiór bukietów ślubnych i butonierek.

Zanim się obejrzałem, a nieubłaganie zbliżała się godzina zero.

[15:33][JA] A to nie wypijemy kielonka na odstresowanie? Podobno to taki polski zwyczaj. Poza tym u rodzeństwa to robiliście, a czemu nie u mnie?

Ledwo tata wyciągnął kieliszki, a do domofonu zadzwonili grajkowie (akordeon i jego koleżanka).

Zanim doszli na górę zdążyliśmy wypić i schować. Chwilę później pojawił się kamerzysta i fotograf i zaczęła się jazda…

Ubieranie, płacz mamy, trochę śmiechu dla odstresowania, klęknięcie, błogosławieństwo.

Szybkie wyjście (w tle grał akordeon), zejście po klatce i odjazd autem.

Musieliśmy trochę przeczekać aż kamerzysta i moi rodzice dojadą do Pani Młodej. Czekamy na sygnał i pojechali…

Wchodzę, przekazanie sobie nawzajem kwiatów, błogosławieństwo obu stron rodziców. Klęczymy. Rodzice płaczą. Babcia płacze. Ja uroniłem dwie, może trzy łzy. Jest ciężko. Czuję jak wszystkie moje mięśnie są spięte…

Koniec. Szybka toaleta i jedziemy do kościoła.

Zachrystia. Wypełniamy dokumenty i przekazujemy kopertę z „co łaska”. 700zł. Zajmuję pozycję przy ołtarzu, a Myszka razem ze swoim tatą stoją pod chórem. Dziewczynki stoją przed nimi. Jedna zamierza sypać kwiaty, a druga niesie obrączki. Goście się schodzą. Czekamy. Jest stres…

Ksiądz dzwoni dzwonkami. Organistka zaczyna grać. Śpiewa cudownie. Dziewczynki ruszają. Pani Młoda z tatą również. Ja i świadkowie patrzymy. Mam zaszklone oczy. Naprawdę mi ciężko się nie rozpłakać. Ludzie są oczarowani chwilą. Mną, młodą, przepiękną pieśnią organistki. Wiele osób płacze. Ja patrzę tylko na jedną osobę… Odcinam się od wszystkiego.

Po wielu minutach mówimy sobie sakramentalne TAK. Jest dobrze. Lepiej niż myślałem. Robimy to na luzie. Mówimy głośno i wyraźnie. Ksiądz jest spoko. Prowadzi ciekawie mszę i rzuca nienajgorszym kazaniem. Przekazujemy białe róże jako znak pokoju dla Naszych rodziców.

Po komunii organistka – na Nasze życzenie – gra pieśń dla rodziców. Wiele osób płacze, ale jest dobrze. Tak miało być…

Goście opuszczają kościół. Nas czeka kolejna część tego Wielkiego dla Nas święta.

Reklamy