Amulet Czerwonego Księżyca | ROZDZIAŁ 1

                Wschodzące, poranne słońce oświetlało polną drogę niedaleko małego miasteczka. Znajdowało się ono na takim uboczu,  że nawet nie było tabliczki z nazwą miejscowości. Mieszkańcy nazywali je po prostu Polasie.
Żyło tutaj tylko kilka tysięcy mieszkańców. Jak na liczebność polskich miast to
bardzo mała ilość. Można powiedzieć, że każdy znał tutaj każdego. Przynajmniej z
widzenia. Gdzieś, z daleka od centrum i zgiełku jeżdżących samochodów, stało
kilka śnieżnobiałych domków. Jeden z nich się dość mocno wyróżniał. Nie było
tutaj widać przepychu ani wielkiego basenu w ogródku. Jedyną dekoracją, jaką
można było dostrzec, była zrobiona na szybko huśtawka na drzewie. Dwa kawałki
grubego jak stal sznura i kawałek niestabilnie kiwającej się deski między nimi.

                Drzwi
frontowe domu uchyliły się lekko i wybiegł z nich drobniutki piesek. Zanim
szedł niewysoki Pan. Po sposobie chodzenia było widać, że to głowa rodziny.
Pewnym krokiem przystanął na werandzie i spojrzał na gazetę, którą niedawno listonosz
podrzucił pod drzwi. Robi to każdego dnia roboczego,żeby mieszkańcy byli na
bieżąco z wszystkimi sprawami. CODZIENNOŚĆ. Tak nazywał się ogólnopolski
magazyn, który każdego dnia dostarczał wszystkich najważniejszych wiadomości z Polski.
Dla bardziej zamożnych czytelników wydawnictwo wypuszczało dwa razy grubsze
wydania CODZIENNOŚĆ: PREMIUM, które obejmowały dodatkowe newsy ze świata.[…]
Pod tytułem widniała zawsze  aktualna
data. Tym razem: 17 września 2017 roku.

– Karmelek! Nie uciekaj daleko! – zawołał, bardziej mówiąc do siebie niż do psa. Ten zaszczekał i wesoło pomerdał ogonem znikając w pobliskich krzakach.

                Gdy Pan wrócił do domu w kuchni, przy stole, czekała już jego żona i najmłodszy syn. Dwoje starszych braci już dawno opuściło rodzinne gniazdko. Mieszkają teraz w różnych częściach świata i nie utrzymują z rodziną kontaktów. Rodzynek, który pozostał przy rodzicach to młody mężczyzna średniego wzrostu oraz szczupłej postury. Włosy ścięte bardzo krótko, brązowe oczy. Nie było można nazwać go pod żadnym pozorem brzydkim. Miał swój urok, co skutkowało tym, że musiał się co jakiś czas odpędzać od -upierdliwych jego zdaniem – dziewczyn.
Szybko dokończył jeść swoje płatki z mlekiem, które bardzo uwielbiał, po czym zerwał się z krzesła jak oparzony.

– Muszę lecieć do szkoły, bo się spóźnię. To mój pierwszy dzień z nową klasa. – rzucił a w pośpiechu do mamy, jakby od niechcenia machnął ręką do taty i zniknął za drzwiami frontowymi.

Rodzina Nani mieszka w Polasiu dopiero od tego lata. Tata
podjął się pracy w nowym oddziale jego starej firmy, więc Moniek był zmuszony
pożegnać się z dawną szkołą i jego znajomymi. W sumie nie było to ciężkie
zadanie, ponieważ nie miał ich wielu. Od zawsze był cichym, spokojnym i
zamkniętym w sobie chłopakiem, którego nie interesuje to, co się dookoła niego
dzieje. Był on i jego świat. Zawsze czuł się jakiś inny. Tym razem miał poznać
swoją nową klasę.

                Idąc do
szkoły mijał skrzyżowania jeden po drugim.  Rozglądał się do okoła, jakby z nadzieją, że
znajdzie coś bardziej interesującego niż zbliżające się zajęcia lekcyjne.

                W tym
mieście nie było nic interesującego. Nudziłem się.  Zacząłem patrzeć w niebo i bujać w obłokach.
Nagle, gdy rozeszły się chmury, spostrzegłem wielką tarczę księżyca. Dzisiaj
będzie pełnia – pomyślałem. Jednak w tej gwieździe było coś tajemniczego.  Wyglądało to tak, jakby cała jej powierzchnia
miała przybrać kolor pomarańczowo-czerwony. Po chwili z rozmyślań wybił mnie przystanek
autobusowy, który widniał już na horyzoncie. Jednak to nie on skupił na sobie
moją   uwagę. Kilka metrów przed
przystankiem, pod oknem Cukierni „Żelki u Helki!” stała zakapturzona
postać. Kobieta. Przez chwilę widziałem jej zielono-szare oczy, które zdawały
mi się, że patrzą w moją stronę. I te długie, kręcone brunatne włosy. […]
Odwróciła wzrok i skręciła w głąb ciemnej ulicy za sklepem. Podbiegłem. Chciałem
porozmawiać. Byłem kompletnie zaintrygowany jej osobą, a może nawet i odrobinę
zauroczony jej urodą? Kobieta zniknęła, jakby rozpłynęła się w powietrzu. Nie
było po niej żadnego śladu. W miejscu gdzie stała, został malutki woreczek. Nie
mogłem się powstrzymać i zajrzałem do środka. Czerwony kamień przypominający swoim
kolorem dzisiejszego dnia Księżyc. Pierwszy raz widziałem coś takiego na oczy.
Schowałem zgubę do kieszeni i poleciałem na autobus. Nie mogłem się spóźnić do
szkoły!

                Moniek
był kompletnie nieświadomy tego, że jest przez kogoś obserwowany. Tutaj zaczyna
się jego przygoda…

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

Create your website at WordPress.com
Get started
%d bloggers like this: